RSS
niedziela, 15 lutego 2009
..ło mój boże,Janek w sporze...

                 Wierszyk o incydencie

Rejs powietrzny przedsięwzięli

Jan Maria i żona Nelly.

Elegancja. Płaszcze z  "setki" .

-Nie wierzysz?  Popatrz na metki!

           Los okrutnie dziś namieszał:

           Płaszcz,  kapelusz, stewardessa.

           Więc policja, przepychanka.

           Kajdanki dla pana Janka.

Krzyk Jana!  /czy kapelusza?! /

-Ratunku! Niemiec mnie rusza !

           Wzajemna powstała ansa  -

           Jan Maria contra  Lufthansa.

 Wierszyk krótki morał niesie :

 - Nie podskakuj  stewardessie!

        --------------------

P.s.  Czuma, Czumy, Czumie, Czumę, z Czumą, i o Czumie...  czy w ogóle ktoś coś rozumie?

       

23:27, babawiera
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 lutego 2009
Czyny , nie cuda...

...  dawniej blondynka, dziś ruda.  Do rymu i z szansą na  potwierdzenie, że mentalnie to bez zmian. Tak  blondynka, jak i prezes. Przefarbowanie , jakby na to nie patrzeć,  to zabieg  tylko kosmetyczny. Nic na zawsze, nic trwałego. Choć wymyślony , domyślam się , wysiłkiem wielkim, w przeciągu tygodni w spokoju klarysewskim, wśród sosen i dębów emanujących energią w mocarnych pniach  zaklętą. Być albo nie być? Farbować albo nie farbować?

Wyszło, że malujemy, więc idziemy na całość. A mamy co na siebie włożyć?  Nie bardzo, ale jest na to rada - efekt podziwialiśmy. Coś tylko jakby za dużo biżuterii. Naszyjnik z pereł  spersonifikowany jako chórek kostiumowy w tle, atrakcja, choć nie nowa. Z szuflady. Do tego brosza - reforma parlamentu, zdaje się, że pożyczona od  znielubionej sąsiadki. Kolczyki super - Nowoczesne, Solidarne, Bezpieczne. Pobrzękują subtelnie acz dźwiękiem pustym dość. Bransoleta z grawerunkiem "Nowoczesna polska wieś".  Nowatorstwo hasła  oszołamia, wprost  nie mogę uwierzyć, że ktoś na to wpadł. Kreację kończy coś na kształt diademu uplecionego z olimpiady i filmowego miasteczka. A ja głupia czekałam na rewolucje, rewelacje, rezolucje bodaj. Niiiic właśnie...

Zero.Nul. Stało się jak chciał profesor Bartoszewski: szpila w nadęty balon i PiiiiSSSsssssssss......

         

19:37, babawiera
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 stycznia 2009
Nie szata zdobi człowieka

 Reklama dźwignią?......no to się  nadźwiga !

W PRL-u  krążyło wśród społeczeństwa hasło-przysłowie: "Nie szata zdobi człowieka - ubieraj się w PDT !"   /młodym wyjaśniam: Powszechny Dom Towarowy/. Szyto więc fajniejsze ciuszki i ubranka u krawcowych i krawców, mamy i ciocie też ratowaly swym talentem  rosnące potrzeby swoich pociech. Pamiętam, była taka sztruksowa kolekcja Hoff w Juniorze - sama sprokurowalam  wtedy  sukienkę z niebieskiego sztruksu ze skośnym suwakiem od ramienia po przeciwlegle biodro . Bardzo się wszystkim podobała, mnie też. Mieszkałam  w małym miasteczku, trend dotarł poprzez "Przekrój". Nie pierwszy  i nie ostatni zresztą raz. Tak było - lata 67/68 ubiegłego wieku.

Teraz też widzę wraca się do tradycji  wizyt u krawca,  brania miary, przymiarek , poprawek itp. /Że też są krawcy  jeszcze? /  Tworzenie spójnego obrazu modela z kostiumem to niełatwa rzecz. Kto nie sprostał? Krawiec, tworząc marynarę sprawiającą wrażenie tym razem  za dużej ? A może to kiepskie oświetlenie modela? Model, nie umiejący stworzyc wrażenia, że marynara jest drugą jego skórą, w której się urodził?  Na podświadomość działa podobno wszystko w takiej reklamówce -także choreografia, także tło, także tekst, który pada z ust modela, w którym to tekście nie doszukasz się źdźbła prawdy. Wszystko więc razem -marne, powiem więcej - bardzo marne.

 Jakoś nie mogę pozbyć się wrażenia, że obraz prezesa w pulowerku granatowym , był spójny, zgodny z charakterem postaci, mentalnie trafiony. Dobrze się w nim pan ,chyba nawet premier w tym czasie, czuł.  Mogę się mylić,  lecz własnej pamięci, wyobraźni i intuicji gwałcić nie będę.

11:12, babawiera
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 stycznia 2009
Piaskiem w organki...

....I zagrał....nasz maestro  Mocartkurski.  Wszystkim się zdawało, że koncert wyczekiwany po półrocznym morderczym ćwiczeniu zaskoczy choć, zadziwi, na kolana rzuci, a to g..nic nie było. Duże Nic.  Zupełnie jak  Dolomity Góry. Przesadził pan poseł z tą mozartowską autoreklamą, ale taka już uroda pana posła pt. '"ja-geniusz",której  to urody nie podziwiam a zwłaszcza nie zazdroszczę. Ani tonacja, ani instrumentarium, ani nawet retoryka nie zbliżyły pana posła  ku  fantazyjnej lekkości i finezji wiedeńskiego mistrza. Im dalej w głąb wywiadu piaskowego tym bardziej maestrii korepetytora  Salieriego nie było. Wypocone zadanie domowe  na odwieczny temat: - co sądzimy o Platformie i jej Tusku. Nie zadziwił, może jedynie ciągłą wtórnością... Nie zaskoczył, może jedynie lekkim strachem w oczach... /Puszczają nerwy? / Nie rzucił na kolana, jedynie my rzuciliśmy się w kierunku pilota z czerwonym zachęcającym guziczkiem.

                                    ----------------------------------

          " Administracja osiedla zawiadamia, że  z uwagi na bezpieczeństwo przeciwpożarowe i inne zabrania się zgromadzenia lokatorów na klatkach schodowych ".

                       Przeważnie alternatywa jest jedna. Czasem jest  to Alternatywy 4. Tym razem asekurancki pomysł nr 238.  A my   kochamy Administrację i te nasze klatki cudne , pachnące.

                      

21:39, babawiera
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 stycznia 2009
Mozart- groźna samochwała..

                 

Upiększę bloga w tym roku w miarę możliwości. Będzie przyjemniej, choć podejrzewam, że jedynie wizualnie. Oprawą muzyczną bowiem zajmie się niewątpliwie nowonarodzony Mozart z grupą silnie szkoloną- Los Pisos. Życie w osobach już to prezydent lub wręcz prezes , albo rząd lub właściwie ktokolwiek- głównie jednak prasa ,rzuci hasło dnia, a grupa wyszkolona  lepiej niż ruski desant czy inni tam marines z Gromem, wyląduje w  mediach i stamtąd łapać będzie biedny naród / swoją drogą ciekawe, czy jeszcze ciemny?/ propagandową siatką  na motyle. Mozart zaś jako wirtuoz- samosiejka, w szkoleniu nie uczestniczący,  osobiście zajmie się tworzeniem  swych mistrzowskich improwizacji na instrument głosowy z towarzyszeniem  własnego duetu spojrzenie-uśmiech ,zdradzającym wyraźne  pochodzenie  bezczelnobezkarne. Jakie będzie pole rażenia tej inwazji, zobaczymy pewnie już niedługo, bo nieuchronnie zbliża się termin zjazdu czy konferencji wiadomej partii, co to słupki im spadają, ale groźba powrotu ciągle jeszcze wisi nad naszymi głowami.

A tymczasem w Warszawie pięknie, szczególnie zaś o zmroku. I można sobie powiedzieć: - co tam ci wszyscy Kurscy & Co.! Trwaj chwilo, któraś piękna na tym naszym Nowym Świecie.

                              

P.S. Pana Jarosława Kurskiego przepraszam za liczbę mnogą. Jego nie dotyczy.

       

18:12, babawiera
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 grudnia 2008

Wszyscy podsumowują, oceniają, rankingują. Ponieważ  czasu jest coraz mniej, to szkoda go tracić na grzebanie się w przeszłości, choćby to było tylko ostatnie 360 kilka dni. "Lepiej się lenić niż IPe-enić". Poprzeczka na wysokości  Tadeusza Drozdy, co, nie?

Więc tylko z ostatnich dni będzie. Jak co roku o tej porze dały o sobie znać choinkowo -karpiowe lobby w osobach rozhisteryzowanych  panienek w telewizorze . Co wrażliwe panie dziennikarki robią przez cały rok ? Uganiają się po korytarzach  siedzib władzy, już to centralnej, już to samorządowej by złowić smakowite kąski palikocich czy suskoidalnych sentencji. Ja na ich miejscu od stycznia do grudnia przenosiłabym cichcem  karpie z zagrożonych odłowem stawów do konspiracyjnych sadzawek otwieranych na hasło. Tam byłyby szczęśliwe . I karpie, i panie o czystym ,wypłukanym łzami sumieniu.

        Szczyt sztuki dziennikarskiej to wywiad z osobą, konkretnie z panem kupującym na bazarku  choinkę : - czy co roku kupuje pan choinkę? - tak, co roku. - Chce pan wysoką czy niską?  Facet odpowiada: -Wysoką, jak nie znajdę to wezmę niską. Dziennikarka do kamery:- Jak słyszymy, kupujący nie zawsze znajdują to o czym marzy rodzina. Taaaaaaaaaaak...zadumałam się. Nad galaretą. Z karpiem. Pod choinką - średniej wielkości.

      I byśmy się nie nudzili w międzyświątecznym okresie zafundowano nam tzw. "Szopkę przedwczesną, czyli co tam w TVP gra?"

                      W szczęśliwości  Polska cała

                      po Urbańskim ma Farfała.

                      Ktoś tam wysłał esemesa:

                      A Farfała na prezesa!

                Za chwilę wszystkie  psy i koty w dużym stresie  schowają się w szafach jak najodleglejszych od balkonów i okien , o co  pioruńsko trudno w blokowiskach. Czasami trudno naszym mniejszym przyjaciołom wytrzymać z nami. Karpiom cholera, też.

P.S.  Pan prezydent załatwił sobie  / i nam pośrednio chyba?/ podpis elektroniczny od Nowego Roku. Nie bardzo rozumiem. Veta będzie więcej czy mniej, czy nowocześniej? Cytat z przyszłości : "Prezydent w sposób nowoczesny nie wyraził zgody na przedłożonę ustawę. Złożył  pod wetem podpis elektroniczny".  Jakoś godniej, prawda? Choć mnie to elektroniczne podpisywanie prezydenta jakoś kojarzy się z gotowcami-życzeniami w komórkach. Bez wysiłku i bezdusznie. Mogę się jednak mylić, za co z góry przepraszam.

                    DUŻO  DOBREGO   W NOWYM  ROKU !!!

                                                                        Życzy  Babawiera

20:39, babawiera
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 grudnia 2008
Ziobrze dobrze czy niedobrze?...

Och, jaki straszny wyrok! A jaki niesprawiedliwy! Jaki  okrutnie  wysoki ! I przepraszać trzeba!  Bieeeedny  Miś!Taka surowa kara! Mieszkanie bedę musiał sprzedać! I co zrobię bez dachu nad głową? Rozmazał nam się szeryf nasz najodważniejszy Czysty Harry. Strach w oczach nawet przez szkło telewizora widoczny. Kto mieczem... I oby rzeczywiście. Jako nauczka dla młodego człowieka, który poczuł się bezkarnie na tyle, by pleść co mu ślina na język  i pomysły autopromocji przyniosły. Panowie politycy , posłowie czy urzędnicy często zapominają , że są na naszym, elektoratowym żołdzie. I rozpanoszają się  werbalnie ponad naszą zdolność wytrzymywania głoszonych kretynizów, nieprawd, czy wręcz oszczerstw. Ale nadejdzie kiedyś dzień zapłaty...

                             --------------------------------

A nad panem piekarzem z Wrocławia lat temu kilka,  nikt łez nie lał, gdy idiotyczne przepisy skarbowe skazały go na bankructwo. Teraz panowie dziennikarze przepełnieni współczuciem dla małego ministerka łzy leją rzęsiste. Pan piekarz został sam na stare lata bez piekarni, która utrzymywała nie tylko jego rodzinę, ale i nierzadko głodnych biedaków. Więc postarano się, by dobroci nie wynagrodzić lecz dotkliwie ukarać. Panowie dziennikarze nie pomogli, łez nie lali.Oni wtedy zapewne wypełniali jakieś bardziej szlachetne misje. Hipokryzja wszelka w tym kraju naszym jedynym w swoim rodzaju przybrała rozmiary chyba już XXXXXXXL.

                            --------------------------------

P.S.    Policja jak Chińczycy z "Wesela"  trzyma się  nieźle : - cytat z dziś :

           ....." a za kierownicą siedział osiemnastoletni młody człowiek..."

               Zaiste , spostrzegawczość silną stroną naszych panów od porządku.Dzięki bogu.

17:18, babawiera
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 grudnia 2008
Peszek Leszka w TU zamieszkał....

Deszczowo, prezesowo, kretyńsko. Słów brak, idiotyzmów niestety nie. Dobrze chociaż, że Wałęsie wyszło i to całkiem niekiepsko. Impreza znaczy. Jak narazie, bo może coś lub ktoś wyskoczy z powalającym newsem. A tymczasem....

              TU

  Samolot  TU , nie tak mały

  pragnął był sławy i chwały.

  Brak aplauzu bardzo boli ,

  więc poleciał do Mongolii.

      Tam wielbłądy, stepy, jurty

      kumys smaczny jak jogurty,

      no i mróz, wszak jest już zima.

      TU   zim takich nie wytrzyma.

      Z ziąbu bliski był agonii

      więc  poleciał do Japonii.

W Tokio cesarz zamiast nami

to otoczon medykami,

receptami, lekarstwami.

Pilot więc z pasażerami

składa z nudów origami.

     - Coś nam podróż się nie klei

       Polecimy do Korei!

     - Mówisz - masz!  a w konsekwencji

     lot nie skąpił turbulencji.

              Wrócił  TU  coś nie w euforii,

              na bank przejdzie do historii

              niby biały kruk,  unikat

              ta podróż  nieudacznika.

                 --------------

  P.S. Z grafomanami tak już jest, że  MUSZĄ   dać upust. Grafomani- mówcy polityczni - takoż.

16:57, babawiera
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 listopada 2008
Zbliża się bal....

                                            / na znaną wszystkim melodię/

                                     Zbliża się bal

                                     Nie wiadomo czy bal to czy gala?

                                     Zbliża się bal

                                     czy na pewno zapełni się sala?

                                     Orkiestra gra

                                     zaproszonym, lecz tym z kindersztubą...

                                     Zbliża się bal

                                     Potrwa krótko czy może zbyt długo?...

       "Głos rządu w osobie prezydenta"  leci dzisiaj na europejską obiado-kolację. Smacznego! Pewnie leci także pan Kownacki zapętlony  w swoje odkrywcze figury retoryczne. Nie tracę nadziei, że kiedyś wreszcie  zamota się w tę swoją własnoręcznie wykonaną sieć tak na dobre. I nie rozplątawszy się - zniknie nam z oczu.

        Bardzo publicznie i  bardzo efektownie objawiła się  też postać w osobie Andrzeja Dudy. Na sejmowej trybunie. Czepiając  się  premiera i ministrów w sposób do bólu absurdalny i wyjątkowo obrzydliwy. Skąd się tacy  ludzie biorą?

        Pan prezydent jest chyba  kolekcjonerem fascynujących egzemplarzy ludzkich- delikatnie mówiąc. I chwalmy go za to. Są przynajmniej  jednym miejscu. Nie nudno-ci u nas, oj nie!

P.S. Rodzino!- Chyba polubię Amerykę. Za klasę polityków. A polonia? Dziękuję,  ale nie wszyscy zdrowi.

10:42, babawiera
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 października 2008
..i co tu stoi napisane?...

   Od samego rana jest fajnie. Najpierw wysoki dość chyba ,nie tylko wzrostem pan Władyslaw Stasiak -Biuro czy Komitet Bezpieczeństwa Narodowego  - z uporem godnym lepszej sprawy powtarzał : "STOI  NAPISANE"!.Zwrot powtórzył trzy- lub czterokrotnie w przeciągu kilku minut. Rozmowa dotyczyła  ustawy o uzawodowieniu naszej armii i miała miejsce w radiu TokFM. Pan ten, jak na normy określające  polityków pisich - sympatyczny i pewnie nie powinnam sie czepiać. Zwłaszcza , że od wczoraj miłość zapanowała na salonach i nie tylko,  za przykładem tychże.

  Drugie uderzenie, razik właściwie tylko. To samo radio. Panowie komentatorzy u pana Wrońskiego.Komentatorzy jak zawsze przewidywalni, zero niespodzianki. Jedynie nie dało się słuchać sapania pana Semki. Jak się ma katar, to sie nie idzie do radia. Jeśli to choroba jakaś, to trzeba się leczyć i mimo całej mizerności służby zdrowia naszej - szanse  na wyleczenie jakieś są. Albo może stacjo radiowa szanowna , dajcie panu Semce mniej czuły mikrofon, by nie słychać było świstu i posapywania miłego pana redaktora Semki.

          A w te uśmiechy, ocieplania uczuć do euro, pochylania się z troską nad projektami rządowymi - NIE WIERZE!! I zdaje się, że nie ja jedna.

12:52, babawiera
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13